Nie raz i nie dwa wspominałem o ulicznych biznesach i interesach w Chinach. Jak to ludzie zarabiają i nie są przez urzędasów ścigani i gnojeni. Masz 2 ręce i nogi, nie idziesz po zasiłek a kombinujesz.  Nawet jeśli na Ferrari nie zarobisz to jakoś to będzie. Inna sprawa, że socjal czy system emerytalny dopiero raczkują w kraju.  Rząd zakazując gospodarczej samowolki strzeliłby sobie w stope i to dość mocno. Zawsze jednak wspominałem, że kraj jest ogromny, przepisy przepisami, ale  ich egzekwowanie wygląda inaczej w każdym mieście/prowincji…

Na placu Tiananmen nie ma miejsca na samowolkę, ale w przejściach podziemnych bezpośrednio przy placu można spotkać ‚wolnych strzelców’. Fakt, że od strony północnej ich mniej, ale od południa przy bramie Qianmen interes się kręci[no dobra, trochę mnie w stolicy nie było więc jeśli ich przegonili to proszę mnie poprawić].

W skrócie są miejsca takie jak Tiananmen i inne reprezentacyjne okolice, gdzie na samowolkę nie ma miejsca, ale są też miejsca gdzie jest bonanza i wolna ręka bez praktycznie jakiejkolwiek kontroli. Z reguły im dalej od większego miasta tym większe są możliwości.

Tytułem wprowadzenia kilka zdjęć prezentujących jak wygląda sytuacja kiedy nikt nie ingeruje w uliczny handel:

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

(kampusowa ulica, czyli ‚wszystko dla studenta’- tanio, niekoniecznie przyjemnie wizualnie:)

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

(mobilna fabryka wafli- gdzie zaparkuje tam produkuje i sprzedaje)

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

(uliczny piekarz-  za 1rmb/60gr dostaniemy u niego  mały ‚chlebo-placek’)

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

(kolejny mobilny, tym razem sprzedawca imbiru)

qq4

(centrum Szanghaju środek nocy- szaszłyki sie robią) 

 więcej zdjęć w temacie w linkach niżej:

Chińskie, nocne, biesiady uliczneWpis nt. nocnych ulicznych imprez w centrum Szanghaju.

1 Maja – Przodownicy pracy– galeria ulicznych przodowników pracy z mojego, 3/4-ligowego miasta.

Wielkie grillowanie- sezon 2014- trochę zdjęć i kilka słów o restrykcjach.

 

Oczywiście nie jest tak, że zawsze i wszędzie Ci ludzie stoją i handlują z pełną swobodą. Czasem trzeba opłacić miejsce lub ‚posmarować’ tu lub tam, nie ma cudów…

W Chinach zapytać kogokolwiek o zarobki to żadne ‚faux pas‚ nie jest tajemnicą, że na ulicy idzie dobrze zarobić. U mnie za rogiem kobieta sprzedającą bułki z podsmażonymi warzywami/mięsem w sosie ‚przyznała’ się, że miesięcznie zarabia 6000rmb/3500zł, ale Chińczycy mówią, że ściemniła mnie, że więcej wyciąga. Fakt że jej stoisko jest dość popularne- wszyscy lubią te buły. Przegoń ją z ulicy to postawi się gdzieś indziej, ale ilość klientów spadnie. Na kampusie mamy kręcące się tysiące młodziaków. Zabroń handlu na ulicy to  zabierasz źródło utrzymania, a socjalu nie ma…

Inny przykład to para sprzedającą zupy w Pekinie. CCTV(chińska telewizja) wspomina, że w jedną noc potrafią sprzedać 200 porcji i zarobić $320…nie mam pytań.

Z pewnością nie każdemu ulicznemu handlarzowi powodzi się aż tak dobrze, ale zarabiają na siebie, a i godność człowiek ma.

I teraz świeży news z prowincji Jiangsu, gdzie (podobno) setki ‚chengguanów‚  wzięły się za ‚sprzątanie’ ulic. [‚Chengguan’ to coś w rodzaju miksu dzielnicowego ze strażnikiem miejskim.]

No więc ‚władczy’ w mieście Xuzhou postanowili nagle zacząć egzekwować przepisy. Wysłano chengguanów aby zrobili porządek. Efekty widać na zdjęciach niżej. Co jakiś czas słyszy się o podobnych akcjach w kraju. Idzie nowe…

h1

h2

h3

h4

h5

 

[zdj 6-10 : Sina News]

Osobiście jestem zwolennikiem ulicznych garkuchni i innych biznesów. Może to nie wyglądać ‚wyjściowo’, ale jeśli jest smacznie i po drodze to czemu nie. Nikt mnie nie zmusza ale też nikt nie zabrania. Ekonomista ze mnie żaden więc nie wiem jaki jest w ‚centrali’ plan na zapewnienie przeganianym handlarzom ludziom miejsc pracy.

Ostatnimi laty ewidentnie widać zmiany w kierunku wprowadzenia dalej idących regulacji i ich egzekwowania. Jeśli za tym pójdą reformy socjalne i emerytalne to pół biedy, ale inaczej to słabo to widzę

O większych biznesach nie wspominam bo ich nie widuję na co dzień i się na nich nie znam. Mamy na ulicy  zwykłych ludzi, którzy zarabiają i nikomu nie wadzą, jak to się będzie zmieniać z czasem zobaczymy…U mnie na razie zmian nie widać- daleko jesteśmy od Pekinu, tu zmiany przyjdą na końcu;)

pzdr

16 thoughts on “Wolny rynek w Chinach- początek końca?

  • 26/03/2015 at 22:19
    Permalink

    Dziwne że Władza najpierw bierze się za tych maluczkich a nie za te korporacje i ich fabryki co wylewają tysiące ton ścieków do rzeki i smog do atmosfery(oglądałem film na YouTube o tym-całe wsie chorych na raka i wkurzonych na policję). Gdzieś ostatnio czytałem że Partia po raz pierwszy przeznaczyła więcej forsy na wzmocnienie wewnętrznego bezpieczeństwa niż na zagrożenia z zewnątrz-szpiegostwo itd. Podobno z obawy przed społeczeństwem któremu zachciewa się demokracji. Jak będą tak tych maluczkich pozbawiać utrzymania to Naród im rewolucję przeprowadzi.Mówił ostatnio o tym Max Kolonko w MaxTv- Donald Tusk człowiekiem roku. ,,Nasi” aby nie było rewolucji pozwolili na emigrację(już nawet do Japonii chcą młodych-max30latki-wysyłać i najlepiej żeby tam zostali na stałe). Chińskie Władze nie mają możliwości wprowadzenia takiej opcji.Więc jeśli nie dadzą Socjalu tym ludziom i życia na kredyt jak w Unii Jewropejskiej. To pozostanie im tylko wywołać jakąś kontrolowaną Wojnę na jakiejś Azjatyckiej ,,Ukrainie” by pozbyć się wkurzonego Narodu co stoi tuż za bramą.Tybet odpada bo mnisi to żaden przeciwnik.Może napuścić Koreę Północną na Południową.Chociaż ten plan już w Waszyngtonie szykują bo grozi im bankructwo i amerykańce coraz bardziej niezadowoleni.

    Reply
  • 27/03/2015 at 09:14
    Permalink

    Ma to swój klimat zdecydowanie, ale patrząc na niektóre zdjęcia to chyba bałabym się spróbować tych ,,smakołyków,, :)

    Reply
    • 27/03/2015 at 11:27
      Permalink

      Ponieważ nie widzisz kuchni w restauracji, i wychodzisz z założenia że skoro na sali stoły okryte są śniezsnobiałymi obrusami to i kuchnia musi sie błyszczeć, a prawda jest taka że nie wiemy jak to wygląda ‚od kuchni';)
      Patrz gdzie jadaja lokalni i wszystko powinno byc OK;)
      pzdr

      Reply
  • 27/03/2015 at 10:20
    Permalink

    Nigdy w tamtych stronach nie byłem i raczej się nie wybieram, ale moja percepcja azjatyckiej ulicy to właśnie garkuchnie i pełny wachlarz usług oferowanych z „mobilnych zakładów pracy”. Nie myślałem, że w przypadku Chin można to interpretować, jako sprzeniewierzanie się jaśnie panującej ideologii …

    Reply
    • 27/03/2015 at 11:33
      Permalink

      Ogólnie nadal jest luźno, ale co jakiś czas pojawiają się wiadomości, że tu czy tam lokalne władze ‚sprzątaja’ ulice…Zmieni się to ale potrzeba czasu. Mam nadzieje, że nie pozbędą się kompletnie tych ulicznych biznesów. W PL też kiedyś można było handlować na chodniku, chociaż z gotowanie to już nie było tak powszechne w Chinach/Azji…
      pzdr

      Reply
  • 27/03/2015 at 10:20
    Permalink

    Wygląda po… chińsku 😉 Jak Ty tam dajesz radę?

    Reply
    • 27/03/2015 at 11:36
      Permalink

      Spokojnie, zdjęcia są wyselekcjonowane pod kątem tematu wpisu. Nie jest tak, że całe Chiny tak sie prezentują;)
      Ale fakt- nie jest to kraj dla wszystkich, trzeba mieć w sobie sporo elastyczności i umiejętności asymilacji…
      pzdr

      Reply
  • 27/03/2015 at 10:58
    Permalink

    Ja w Azji co prawda byłam tylko w Malezji i w Singapurze, ale nie było dnia, bym nie żywiła się na ulicy. Bardzo łatwo jest też przekonać się, gdzie warto jeść, o czym też wspomniałeś – jeśli sprzedają coś nieświeżego/słabej jakości to nikt z lokalnych nie będzie szię u nich stołował. Szczerze to nie przypuszczałam, że takie jedno stoisko może przynosić aż takie zyski. Może właśnie dlatego władza się nimi zainteresowała. Z drugiej strony – co widzimy ogólnie w świecie – władza nie ruszy korporacji, które mają mocno na pieńku z prawem, ale przynoszą jej zyski (oficjalne albo pod stołem), ale będzie uciskać właśnie tych maluczkich.

    Reply
    • 27/03/2015 at 12:48
      Permalink

      Nie mogą tych maluczkich ucisnąć za monco bo to zabawa z ogniem. Socjalu nie ma więc zabierając im źródło dochodu strzelaja sobie w stopę.
      Dobrze potrafia zarobic te garkuchnie, a student po odebraniu dyplomu będzie zaczynał od jakiś minimalnych stawek…
      W Tajlandii też opinia, że takie uliczne knajpy potrafią wyjść na swoje. W innych krajach aż tak się nie orientuję.
      pzdr

      Reply
  • 27/03/2015 at 12:26
    Permalink

    Zabrali się za najważniejsze kwestie – kociołki uliczne, tańczące babcie. Przecież poza tymi sferami życia wszystko działa idealnie, nie ma żadnych poważnych problemów, wszyscy chodzą zadowoleni i uśmiechnięci, środowisko naturalne dosłownie rozkwita, a np. Anhui przegania właśnie Kanton pod względem zamożności obywateli. Jasne jest więc to, że muszą zdjąć staruszkę z ulicy, bo ma kociołek. Aha, transparentność klasy politycznej lokuje kraj w światowej czołówce, podobnie rozwój nauki.
    Co do tych od zupy: 200 misek daje 2000 RMB (czyli 320$), ale jakieś koszta chyba ponoszą? Zgaduję, że zupa jest za 10 RMB, więc zysku nie mają aż takiego, chociaż na pewno dobry.

    Reply
    • 27/03/2015 at 12:36
      Permalink

      W Pekinie właśnie zamknęli 2 elektrownie węglowe, planują zamknąć kolejne. Już nie udają, że nie ma problemu jak było jeszcze kilka lat temu.
      Akcja z Xuzhou to nie jbyła decyzja z Pekinu, lokalny szczebel postanowił przegonić handlowców. Czy tam ktoś w łąpe nie dał, czy może jakaś większa inwestycja na deptaku ma być- nie mam pojęcia.
      Odnośnie zupek napisane jest że ‚zarabiają’ $320 wiec powinno to już być po odliczeniu kosztów. Niech będzie micha z zupą za te 15rmb to i tak rozsądna cena w stolicy w środku nocy. Popytaj u siebie swoich ulicznych biznesmenów- zdziwisz się ile wyciągają;)

      Reply
      • 27/03/2015 at 12:57
        Permalink

        U mnie zupa koło 5-8 RMB, a tu dość rolniczo, składniki na pewno o wiele tańsze niż w stolicy. Jakimi prawami to się rządzi, nigdy nie zrozumiem – samo kupno składowych w sklepie wyniosłoby mnie więcej niż cena od pana. Będę zapewne wkrótce w stolicy to postaram się zobaczyć, ale pomnę lokal (we wiadomym standardzie, ale jednak lokal, a nie krawężnik) niedaleko dworca centralnego i że jadłem w nim zupę za 10, więc nie wiem, czy krawężnik za 15 przejdzie, chociaż w środku nocy, to może. U mnie uliczni handlarze chyba postawią pomnik uczelni – zamknęli połowę stołówek w przerwie zimowej, jakieś 12 tysięcy klientów wyległo za bramy, wszędzie kolejki.

        Reply
  • 27/03/2015 at 20:16
    Permalink

    Hej. Dziękuję za odpisanie na maila. Bardzo fajny i przydatny blog. Zdjęcia baaaardzo spoko. Życzę wytrwałości i powodzenia. Artur.

    Reply
  • 27/03/2015 at 22:22
    Permalink

    W tajlandii takie gar kuchnie to było miejsce z najtanszym i najlepszym jedzeniem. A jakie sa ceny różnych potraw/ przekąsek w chinach „na ulicy” ?

    Reply
  • 06/04/2015 at 21:29
    Permalink

    świetny blog, oby tak dalej! czytamy 😀

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Shares