Dokładnie miesiąc temu wspomniałem o niezbyt ciekawej moim zdaniem ofercie z internetu: Praca w Chinach- oferta roku.

Ogłoszenie dotyczyło programu au pair, a oferowane z nim warunki były delikatnie mówiąc słabe. Chwilę po tym, okazało się, że Polka, Ania bawi właśnie w Pekinie na podobnej posadzie. Poprosiłem o krótkie info z pierwszej ręki, jak to wygląda w praktyce. Ja o au pair pojęcia nie mam, próbuje ułatwić życie zainteresowanym naczaniem. Z Anią wymieniłem kilka maili, i mam dziś komentarz od niej:


Na samym początku pragnę zaznaczyć, że au pairowanie może się bardzo różnić w zależności od rodziny i agencji. Ja wyjechałam z Early Bird (ale jeśli o agencje chodzi to zwykle jest podobnie – tak wynika z rozmów ze znajomymi). Trafiłam do bogatej pekińskiej rodziny z dwiema córeczkami, nie mówiącej po angielsku. Na papierze wszystko było różowe – moją pracą jest zabawa z czteroletnią Emmą przez 30 h w tygodniu, 1.5 dnia tygodniowo wolne, jeden weekend w miesiącu wolny, po 3 miesiącach dodatkowe 3 dni wolnego. Fajnie, miło, prosto. Właśnie – na papierze. Na dzień dobry (a nawet wcześniej, bo jak jeszcze byłam w Polsce) dostałam grafik z rozpisanymi godzinami pracy. Tylko, że jak przyjechałam to okazało się, że grafik grafikiem, a rzeczywistość jest zupełnie inna. Gdy Emma miała ferie nikogo nie obchodziło, że rano mam planowo 2 godziny pracy, pracowałam od kiedy wstała do popołudniowej drzemki. Jedynie na samym początku, gdy byłam zmęczona jetlagiem usłyszałam, że już mam wolne, a tak to zawsze się musiałam upominać o swoje… albo pracować aż Emma pójdzie spać. Usłyszałam zresztą od agencji (przez koleżankę swoją drogą – bo dlaczego powiedzieć coś bezpośrednio mi), że rodzinie nie podoba się, że cały czas siedzę u siebie w pokoju, wychodzę tylko na godziny pracy.

Można pomyśleć, że zabawa z dzieckiem to nie praca i nie mam na co narzekać… duży błąd. Chińskie dzieci – a przynajmniej te z bogatych rodzin, a tylko takie miewają au pair – są kosmicznie rozpieszczone. Wszystko jest ich, wszystko im się należy, krzyczą, biją, płaczą na zawołanie. Dodatkowo, moja rodzina chciała, bym się z Emmą uczyła – z książki lub czymkolwiek innym. Nie udało mi się przetłumaczyć, że używanie zwrotu „ucz się” zamiast choćby „chodź pooglądamy książeczkę” nastawia Emmę negatywnie – więc musiałam jeszcze walczyć z Emmą, by ta łaskawie powtarzała po mnie słówka… Sama Emma – uparta, nie rozumiejąca słowa „nie”, dziecko, które zawsze dostawało to, czego chciało zanim o to poprosiło. Wymuszenie czegokolwiek – czy to powtórzenia słówka, czy podstawowych zasad kultury (jak jedzenie z zamkniętymi ustami) – to przeprawa. Przykład absurdalności rozpuszczenia: Emma się przepycha, zamiast powiedzieć „excuse me”, więc nie przepuszczam, ona mnie uderza, zabieram więc jej długopis, którym mnie uderzyła i odkładam wysoko na półkê. Emma z płaczem leci poskarżyć się mamie. Jeszcze jedna rzecz na temat życia z chińczykami – brak szacunku do mojego czasu. O grafiku już było, ale to nie wszystko. Rodzina wyjechała na ferie noworoczne (swoją drogą, zostawili mnie u dziadków – osób, których praktycznie nie znałam i czułam się bardzo nieswojo), mieli wrócić po 10 dniach, wrócili po 12. Nie zadzwonili, nie wysłali smsa ani wiadomości na WeChacie. Wytłumaczenie: „bo mój angielski jest kiepski”. Normą też było, że informowali mnie o wolnym popołudniu gdy gdzieś wychodzili – czyli po 3 godzinach mojej przerwy, gdy mogłabym gdzieś wyjść, pojechać, gdybym wiedziała, że mam na to czas – ale po co mnie informować.

To są oczywiście tylko przykłady, ale nie odosobnione, i nie tylko w mojej rodzinie. Gdy spotykamy się z resztą nieszczęśników olbrzymią część czasu zajmuje nam właśnie narzekanie na rodziny – brak szacunku dla naszego czasu, nieistniejący grafik, rozpieszczenie dzieci. Są oczywiście momenty pozytywne (dla mnie to były głównie momenty spędzane z mniejszą, 1,5-roczną dziewczynką, zawsze uśmiechniętą, najsłodszym dzieckiem na świecie), jest sporo nudnych (ciągle to samo, dla urozmaicenia wizyta w centrum handlowym – dla wielu bogatych chińczyków główna popołudniowa rozrywka), bardzo wiele niestety irytujących lub ciężkich.

ZDECYDOWANIE odradzam. Jeśli już koniecznie chcecie się wybrać na kilkumiesięczny wyjazd to wybierzcie przedszkole/szkołę językową – tak, twój angielski jest wystarczający (tutaj mówię oczywście o krótkich, agencjowych wyjazdach, które mają tę zaletę, że nic nie musisz sam/a załatwiać. Odradzam jednak Early Bird). A jeśli nawet po przeczytaniu tego tekstu koniecznie, KONIECZNIE chcesz być au pair… zwróć uwagę na kilka szczegółów:
1. Czy dziadkowie często bywają/mieszkają razem z rodziną? (jeśli tak, UCIEKAJ – dziadkowie to główny czynnik rozpieszczający);
2. Jak daleko jest do metra/środka komunikacji/czegokolwiek, gdzie można spędzać czas – może to i dziwny wymóg, ale bez możliwości wyrwania się gdzieś będziesz się czuł(a) jak w więzieniu;
3. Jak już pojedziesz od razu stawiaj na swoim, nie pracuj ponad godziny – sprawdza się powiedzenie „daj palec, całą rękę chwycą”, i tak, potem będą tego oczekiwać.
Swoje doświadczenia z 3 miesięcy pracy jako au pair opisywałam regularnie na blogu ania-w-chinach.blog.pl – zapraszam zainteresowanych, w razie pytań bardzo chętnie na nie odpowiem.


No więc tak to wygląda z perspektywy osoby która ma osobiste  doświadczenie. Jak Ania sama wspomniała, nie było informacji o au pair w Chinach kiedy ona sie decydowała na wyjazd. Być może jej opis i wpis tu pomogą komuś podjąc decyzje lub uchronią kogoś przed wyjazdem na podobnych warunkach.

Zdjęcia: z mojej szuflady, nie przedstawiają dzieci wspomnianych przez Anię w tekście;)

pzdr

Tagged on:         

3 thoughts on “Au pair w Chinach- czy warto?

  • 15/07/2014 at 08:22
    Permalink

    Definitywnie równiez jak Ania nie polecam :)
    Właśnie w te wakacje postanowiłysmy jechać na au pair z agencji Early Bird. Więcej na blogu chinese-baozi.blogspot.com tu mniej więcej jest pokazana nasza chińska droga au pair której serdecznie podziękujemy przy najbliższej okazji.
    Nie potrafię ubrać w słowa tego, jak bardzo agencja jak i sam wyjazd nas zawiódł, choć Chiny to piękne miejsce.
    Jeśli nie przeszkadza wam że dzieci są rozwydrzone i nie potrafisz ich uspokoić, twoja rodzina nie zna ani słowa po chińsku i codziennie nie masz pewność, że host rodzina nie wyrzuci was z domu na zbity pysk to zapraszam na au pair. :)
    Niestety w następnym miesiącu zostajemy bez miejsca do życia w Pekinie i gdyby nie znajomi, nie wiem co byśmy tutaj robiły 2 miesiące. Oczywiście agencja jest na tyle nie kompetentna, że nie obchodzi ich co się z nami stanie :) Ani z nami, ani z naszą wizą.
    Wszystko musiałysmy załatwiać same, agencja miała nas w poważaniu nawet przy kłopotach z wizą.
    NIE POLECAM.

    Reply
    • 17/07/2014 at 05:25
      Permalink

      dzięki za opinię, im więcej głosów z 1szej ręki tym lepiej, może komuś się przyda.
      pzdr!

      Reply
  • 07/07/2015 at 18:20
    Permalink

    Bylam z Anka w tej samej agencji, owszem trafila jej sie niewlasciwa rodzina, aczkolwiek nikt tu nie jest swiety…

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Shares