…a dokładniej Wielkanocy brak. O ile Boże Narodzenie jeszcze jakoś idzie poczuć z powodów marketingowych to z Wielkanocą już słabiej. W grudniu Mikołaje atakują z wystaw, choinki stoją w marketach i jest szajba zakupowa, mimo że niczyich narodzin Chińczycy nie oczekują.  Zaadoptowali święto dla zabawy, bez spinki…
Wielkanocy nie chcieli, nie ma co świętować, nie ma zakupowego zrywu. To moja piąta Wielkanoc w Chinach, ale tak naprawdę pamiętam tylko 2010- Wypad z ekipą do Pekinu.

4.04.2010 kręcilismy się po District 798-  hipsterskiej dzielnicy z galeriami i warsztatami mniej lub bardziej znanych artystów, a wieczorem sączyłem Tsingtao w knajpie na Sanlitunie oglądając final snookerowego China Open. Był plan pójść pooglądać zawody na żywo, ale ‚niestety’ do finału dotarł chiński zawodnik Ding Junhui więc o biletach mogłem zapomnieć. Kurczak z orzechami,  tanie Tsingtao i równie zafascynowany pojedynkiem kucharz obok mnie- tę Wielkanoc pamiętam, następnych już nie.

(District 798- 2010)

W tym roku podobnie- czyli bez szału. Sobota jak każda inna. Znajomi pojechali do Shaolin. Ja  się wykręciłem. 2 powody- byłem w Shaolin w 2010(nie powaliło mnie) i uczyłem w Shaolin angielskiego w 2009/10 więc kung fu się już naoglądałem. Dodatkowo w soboty mam fuchy- lekcje na boku z dziećmi zamożnych tego miasta;)  Za 200rmb godzina ze studentem to moja Wielkanoc;) Zaraz ktoś w komentarzu pewnie napisze, że w Pekinie to płacą 300, 400, 500 i 900 za godzinę- mnie Pekin mało interesuje, tu jest Pingdingshan!

Pisanek więc na ulicy nie znajdę, ale jajka owszem. Gotowane w herbacie i/lub sosach jajca to popularna przegrycha. Hong Kong, Indonezja, Malezja, Chiny- mają swoje ‚wariacje’ w tym temacie…

Jest też chyba jakaś tradycja wśród Chińczyków, że jak w pociągu jedzie z tobą w przedziale obcokrajowiec to należy zorganizować jajca i zajadać sie namiętnie przez  całą podróż. Nie znam szczegółów, ale dziwnie często trafiam na współpasażerów  których główna dietą w trakcie podróży są właśnie jaja na twardo, dużo jaj…. Przypadek?…nie sądzę;)

I jeszcze, chyba , przepiórcze jajca made in China:

A jeśli tematy schodzą na jaja to nie może zabraknąć mojego najbardziej ‚wyrazistego’ wspomnienia z nabiałem;) Balucik filipiński, który testowaliśmy w styczniu tego roku…
Dlaczego próbowałem takie coś? Dlaczego nie?:)

(16-dniowy balut)

No i takie to święta bez świąt, nie narzekam. Fuchy zrobione, a jeszcze był  czas do kina wyskoczyć w środku dnia, z premedytacja poszedłem na seans o 14tej. O tej godzinie Chińczycy odpoczywają po obiedzie, więc i frekwencja  niższa w wielu miejscach. Tylko 2 gości odebralo telefon podczas filmu- nieźle…Film w 3D- 70rmb, 35zł, w Polsce taniej, drożej?

A na mieście  weekend jak każdy inny, czyli wyjście na miasto i maraton po sklepach, a poźniej restauracjach….

Czy to klasyczna polska pisanka, czy jajo w herbacie. przepiórcze, czy też filipiński balut, smacznego życzę…pzdr!

Tagged on:             

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Shares