W zeszłym tygodniu, przy ‚okazji’ tragedii w Nepalu zaszyłem się w folderach ze zdjęciami z Nepalu i napisałem kilka słów o internetowych ekspertach od turystyki górskiej.

Od mojej wizyty w Himalajach minęły właśnie 2 lata i nie wiadomo kiedy nastąpi kolejna, mimo że jest to kierunek nr.1 na mojej liście. Problemem jest aktualnie wykonywany zawód nauczyciela kompletnie niekompatybilny z klimatem i sezonami w Nepalu. Urlopowo mam do wyboru styczeń+luty- czyli konkretną zime , lub  lipiec+sierpień, a więc porę deszczową.  Nie uśmiecha mi się chodzić po górach przy srogich mrozach tak samo jak pozbawione większego sensu jest pchanie się na wysokości w chmurach i deszczu…Jak żyć premierze?

Póki co pozostaje wspminanie niestety…

A wspominamy  wycieczkę fakultatywną na szlaku wokół Annapurny- trek na jezioro Tilicho! Odcinek trasy , który moim zdaniem spokojnie może konkurować z Thorung La.

Jezioro nie jest najwyżej położonym na świecie, ale 4990m spokojnie wystarczy. Kilka osób spotkanych w Kathmandu mocno zachwycało się tym miejscem, zapas czasowy miałem a do tego aklimatyzcja- nie można było się nie wybrać!

 

Dzień 1

Z Bragi(3360m)  startuję wcześnie rano. Śniadania na szlaku zamawia się najczęściej poprzedniego dnia wieczorem, więc punktualnie o 6.30 czekają na mnie lokalne, niepryskane, wykopane z ogródka pod domem pieczone ziemniaki, a o 7 mogę startować. Pogoda średnia ale nie pada….na razie. Spotykam na szlaku 4 dziewczyny z Polski. Po 1,5godz. marszu zatrzymujemy się w Khangsar na herbatę i plotki.  Ja mam plan dotrzeć do Tilicho Base Camp jeszcze dziś a pogoda niepewna więc zostawiam ekipe i wyrywam do przodu sam. Zaczyna kropić, później padać i tak już kotłuje się cały czas. Dosłownien ani jednego zdjęcia nie zrobiłem tego dnia. Widoki zerowe, plecak zabezpieczony a ja w kiepskiej jakości poncho cisnę w chmurach i przejściowych deszczach….

Do Base Camp dochodzę jakoś między 15-16. Obóz to 2 lodge i 3cia w budowie, dookoła piękne szczyty- tak mówią, ja na razie widzę tylko chmury.  Wbijam się do jadalni gdzie kręci się życie w górkich hotelach. Jest piec, zaczynam operację suszenia butów, ubrań i siebie. Oprócz lokalnych pracowników (2szt.) jest jeszcze dziewcze i jakiś gość z nepalskim przewodnikiem. Nawijają po francusku, więc nic nie zdziałam, ale angielski pomaga. Dopiero (o dziwo) po 10-15minutach pada sakramentalne  ‚skąd jesteś?’ i okazuje się że dziewczę nawijające po francusku to Jolka z Polski. To sobie poćwiczyliśmy angielski heh…

Kolacja i standardowe ‚plecakowe’ pogaduchy, cały czas przy piecu. Trochę mam problem z tymi hostelowymi ‚Rozmowami w toku’ na trasie. Czasami jest ciekawe- można spotkać i posłuchać niezłych świrów, ale najczęściej rozmowy to są strasznie przewidywalne. Kto, skąd, co , dlaczego, gdzie i którędy- nie mówie że to coś złego, ale czasami łapię sie na tym, że podczas takiej rozmowy kompletnie jestem poza nią. Niby słucham i rozmawiam, ale to jakbym był obok tej całej pogaduchy…Tak czy inaczej pogadali i spać o 9tej.  Na szlaku rutyna dnia wygląda inaczej. Nie ma TV, książki też  raczej się nie dzwiga- każdy gram w plecaku się liczy, a nawet jakbym coś po poczytania miał to świeczka w pokoju zgasła po 10minutach, a obsługa już się gdzieś zaszyła…pozostaje, spać.

Koniec dnia pierwszego- wynik: pogoda 1-0 ja.

Noc spędzona średnio komfortowo. Troszkę pizgało w pokoju, do tego wysokość…W jeden dzień podskoczyłem z 3360m na 4150m, a to za dużo. Nie powinno się spędzać nocy wyżej niż 500m w stosunku do poprzedniego spania. Płytki sen był, ale w sumie tylko to- obyło się bez  bez bólu głowy etc.

 

Dzień 2

Pobódka wcześnie, ze słońcem i kurami. Zanim wyszedłem z pokoju już słyszałem Francuza, który krzyczał coś w stylu „wyjdzie tu, ale zajebisćie ładnie”- dobrze to rokowało. Wyszliśmy i faktycznie trudno było się nie zgodzić. Po ok 10dniach  na szlaku po raz pierwszy dane nam było podziwiać ośnieżone szczyty. Zrodziła się  nadzieja, że to początek końca  monsunu!

DSC_7736

Dzień zaczęliśmy jak każdy inny, od zamówionego wieczorem śniadania, jakieś naleśniki i tybetański chleb  jeśli dobrze pamiętam przerabialiśmy. Francuz wyrwał pierwszy z przewodnikiem, a ja  z Jolka na spokojnie chwile później. Droga łatwa, ale wysokość daje się we znaki- mało tu tlenu oj mało… Każdy spokojnie, swoim tempem daje radę w stronę, podobno, bardzo ładnego jeziora Tilicho…

DSC_7754

Jakie by to jezioro nie było , sama droga na góre jest warta tego całego marznięcia, przemoknięcia i dalej spocenia się- po 10 dniach w końcu widać to co przez ały czas spowite było w chmurach, i robi ogromne wrażenie. Cieszymy się jak dzieci…

DSC_7777

Jak widać szlak nie jest trudny. Podobnie jak wcześniejsze dni, tylko niektóre odcinki są bardziej kamieniste, strome, wąskie itp.

DSC_7793

Sesja fotograficzna z rodaczką:

DSC_7809

Jolka odpoczywa i podziwia widoki…

DSC_7812

i szersza perspektywa na Jolkę i podziwiane przez nią widoki(można otworzyć w trochę większej rozdzielczości- klik na foto):

widetilichotrail-Edit

Śniegu to ja zasadniczo nie lubie. Ledwo spadnie i zaraz błoto, piasek, sól i po śniegu, no ale to to co innego, śnieg w górach- jestem na tak!

DSC_7833

Z wysokościa przybywa tego śniegu zdecydowanie, troche bardziej trzeba uważać, ale nadal jest OK, a widoki tylko lepsze! Temperatura też przyjemna, jest wręcz ciepło, żeby nie powiedzieć gorąco- wysokość robi swoje.

Na szlaku pojawia się Francuz z przewodnikiem, już schodzą i mówią że zdecydowanie warto było się pomęczyć. Nie zostali na górze służej bo raz że  różnica  z Base Camp to prawie 900m, a dwa że chcą wrócic do Manang jeszcze dziś…żegnamy sie i kontynuujemy podejście….

DSC_7847

Po ponad 2 godzinach, może bliżej 3h,  docieramy na Tilicho i szczęki pozostają na ziemi dłuższy czas. Zdjęcie to tylko zdjęcie ale chyba widać potencjał miejsca?:)

DSC_7855

Cisza i przestrzeń- tego jest tu pod dostatkiem, no i śniegu;) Mamy całe jezioro dla siebie.

widetilicho-Edit

Ciszę zakłucają tylko co jakiś czas lawiny i pękający lód na okolicznych szczytach. Nie ma to wpływu na nasze bezpieczeństwo, szlak jest  w rozsądnej odległości. Każdy wyciąga zapasy, głównie orzechy  i czekoladę.  Rodaczka nawet jakąs polska częstuje, szaleństwo- nie byłem wtedy w PL od ponad roku, a czekolada to jedna z rzeczy które nam w ojczyźnie wychodza;)

DSC_7849

Posiedzieliśmy nad turkusowym jeziorem jakiś czas i trzeba było zawracać. Tilicho to 4990m więc  prawie kilometr wyżej  niż nasze spanie, może to wpłynąć na samopoczucie. Zejście bardzo przyjemnie, lekko w dół, do tego te widoki….miazga! W Base Camp  przerwa na obiad naładować baterie.

W lodgy wisi płetwa, nasi tu byli! Ekspedycja z Polski nurkowala na rekord w Tilicho… szacunek dla tych szaleńców.

DSC_7914

Rodaczka nie chce kończyć jeszcze dnia i idzie do w kierunku Manang(powrót)- w sumie racja, dopiero półudnie. Pogoda piękna, kondycja też ok, dołączam.

Dopiero teraz widzę co mnie ominęło poprzedniego pochmurnego i deszczowego dnia:

widelandslide-Edit

A niżej najmniej przyjemny moment dnia, a może i całego treku. W porze deszczowej niektóre odcinki najzwyczajniej w świecie schodzą z wodą. Szlak nam zmyło:/ Jedyna alternatywa to 3godzinny powrót do Base Camp i czekanie aż naprawią. Rozglądamy się, myślimy, kalkulujemy jak tu cholera zejść do mostu. Koniec końców udaje się, ale bardzo mało przyjemny odcinek.

DSC_8039

Jaki jest yak każdy widzi- ciekawski. Lokalni to przeganiaja je jak kury, ale ja próbuje najpierw sygnalizacją dzwiękową- bez efektów- stał na środku szlaku bez zmian i gapił się myśląc o co mi się rozchodzi. Dopiero jak dostał kamieniem (spokojnie WWF  i PETA małym kamieniem!) postanowił zmienić lokalizację…

DSC_8023

Do Manang nie udało się dość, nie starczyło dnia, po zmorku tylko idioci wychodzą na szlak- Zatrzymujemy się w tym samym guesthousie gdzie dzień wcześniej zatrzymalem się naherbatę… Herbata jak herbata, ale prysznic to było to. Po 2 aktywnych dniach taki prysznic, mimo że z wiadra, był rewelacyjny. Wiele gospodarstw ma już panele słoneczne, ale niektórzy nadal grzeją wodę na piecu.

 

Na koniec genialnego dnia, jakby widoków wcześniej było za mało, dostajemy taki zachód słońca:)

DSC_8054

Nepal czeka, tylko nie wiem kiedy uda się ponownie tam zawitać. A jak już się uda to będzie dylemat: robić Everest, coś innego, czy znowu Annapurnę….oby tylko takie problemy w życiu mieć;)

 

Mam nadzieję, że się maniacy Chin nie obrażą za te foto-wyskoki z Państwa Środka, zdjęć trochę mam i pewnie tylko kwestia czasu aż ponownie wyskoczymy do innego kraju…..pzdr!

Tagged on:                 

10 thoughts on “Szybki wypad do Nepalu- jezioro Tilicho [galeria]

  • 24/10/2014 at 14:14
    Permalink

    pięknie, po prostu pięknie. my też przyjechaliśmy do Nepalu na szybki wypad i trafiliśmy na totalny monsun – wszystko zalane. nie było sensu pchać się na szlak. więc obiecaliśmy sobie tylko: „Nepal, see you again” [http://i.imgur.com/HPr0fco.jpg]

    cóż, jeszcze się nie udało :(

    Reply
  • 24/10/2014 at 14:50
    Permalink

    Niesamowite widoki! Ja sama za chodzeniem po gorach w zimie nie przepadam (strasznie marzne), dlatego tez uwielbiam ogladac piekne zimowe zdjecia gor u innych. A w sezonie letnim, mozna wybrac sie w boliwijskie Andy! Wtedy mamy tu pore sucha;)

    Reply
    • 24/10/2014 at 16:47
      Permalink

      Foty wyżej too koniec września;) Wysokie góry zimą to średnia zabawa, chociaż może sie skuszę, wiosna i jesień- najlepsze okresy dla mnie aktualnie są niemożliwe niestety…a Andy, cholera za daleko póki co;) pzdr

      Reply
  • 24/10/2014 at 14:54
    Permalink

    pięknie, po prostu pięknie. my też przyjechaliśmy do Nepalu na szybki
    wypad i trafiliśmy na totalny monsun – wszystko zalane. nie było sensu
    pchać się na szlak. więc obiecaliśmy sobie tylko: „Nepal, see you
    again”…

    cóż, jeszcze się nie udało :(

    Reply
    • 24/10/2014 at 14:56
      Permalink

      sorry za ten bałagan, ale nie ogarniam diqussa. jak dodałem obrazek to mi go wrzucił 2x. jak skasowałem post, to pojawia się znowu, tyle że jako gość. totalna masakra :/

      Reply
      • 24/10/2014 at 16:45
        Permalink

        Nie ma problemu. Posprzątałem. Kiedy byliście że tak padało- lipiec sierpień? Mnie mocno korci ale też właśnie nie chcę latem żeby nie pluć sobie w brodę. Zdjęcie to Pokhara?
        pzdr

        Reply
        • 24/10/2014 at 16:49
          Permalink

          tak, lipiec. zrobiliśmy sobie krótką przerwę od hindusów :) i pojechaliśmy do katmandu i potem do pokhary.

          Reply
          • 26/10/2014 at 16:56
            Permalink

            aaa no lipiec to kicha pogodowa nie ma zmiłuj :/ Ale w Pokharze nawet przy kiepskiej pogodzie piwo dobrze wchodzi…
            pzdr

  • 07/11/2015 at 21:50
    Permalink

    ha, ale ja nie mam na imię Jolka i to ja jestem na tym zdjęciu :(
    Wspaniale tam było!

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Shares