W poprzednim poście wspomniałem, że droga z Manali do Leh jest jedną z naładnieszych w świecie. Jakby tego było mało to droga ta prowadzi do jednego z najładniejszych w świecie miejsc! Oczywiście to tylko moje zdanie, niech zdjęcia mówią same za siebie…

Leh to 3500m, co za tym idzie mniej tlenu, więc trzeba na początku pobytu wrzucić na luz. 2-3dni aklimatyzacji to obowiązkowa sprawa. Spokojne zwiedzanie miasta, plus ew. wdrapanie się na okoliczne wzgórze. Grzecznie stosuję się do zaleceń.

Leniwe kilka dni to odpoczynek i kręcenie się po mieście, ale też kombinowanie. Kombinowanie co tu zrobić w okolicy…Oczywista odpowiedź to trek, bo po to się tu głównie przyjeżdża. Ja lubię podróżować sam, a po górach chodzić tym bardziej solo…

DSC_5530

Okolice w Ladakh/Zanskar to piękne góry, ale często kiepsko oznakowane. Bez przewodnika można zrobić tylko podstawowe trasy jak np. Dolinę Markha, ale to z kolei skutkuje większą ilościa turystów na szlaku, a tego  chcę uniknąć. Miałem jakieś materiały i mapy z internetu, ale nie było to wszystko zbyt profesjonalne. Kluczem do sukcesu było znalezienie przewodnika w lokalnej księgarni. Szukałem jednego konkretnego(już nie pamiętam nazwy), ale bez skutku.  Dostępne inne pozycje  nie były rewelacyjne. 3 dni zastanawiałem się: iść solo w mniej uczęszczane rejony czy wziąć coś ‚gotowego’ w jednej z licznych  agencji trekingowych…

Solo: trzeba kupić/wypożyczyć kupe sprzętu/prowiantu (namiot, kuchenka, filtr do wody etc.) . Iść tu w góry bez odpowiedniego ‚rozpoznania’ to średni pomysł…

Grupa: wybredny jestem jeśli chodzi o towarzystwo, zawsze jest ryzyko że trafimy na ludzi, których towarzystwo średnio będzie nam odpowiadać.

Próbowałem ustalić temat ‚homestay’ów‚ czyli zakwaterowania na szlakach u lokalnych mieszkańców, ale miejsca gdzie pytałem nie były zbyt pomocne, może chcieli abym się poddał i dał zarobić tej, czy innej agencji…

panorama hillview1

Koniec ńców padło na opcję 2gą, czyli zorganizowany  trek w grupe. Ryzyko trafienia na kiepską grupe odpadło, ponieważ miałem ekipę z busa, którą poznałem w drodze z Manali. 2 Angielki plus francuska para- oni brali 3dniowy wypad w góry i dałem sie namówić- więcej osób niższe koszta.

Za cholerę nie pamiętam nazwy i konkretnie który szlak zrobiliśmy. Pamiętam, że 3 dni, że niezbyt wymagająca trasa i na koniec ostatniego dnia był rafting.

Dzień I

start 7 rano, śniadanie we własnym zakresie i zbiórka  pod agencją.  Przewodnik czeka, szofer też. Wyjeżdżamy z miasta i po ok 40minutach jesteśmy  na wygwizdowie na początku trasy.  Jeep zawraca a my do przodu, oczywiście pod górę…

Turyści poubierani w outdoorowe high-tech gadżety, porządne górskie trepy itp. a nasz lokalny przewodnik w tenisówkach i jeansach- standard:) Początek względnie łagodny, ale mniejsza ilość tlenu i tak daje się we znaki.  Widoki zgodnie z oczekiwaniami bardzo OK!

DSC_5645-BorderMaker

Ludzi na szlaku, oprócz naszej grupy nie ma- o to chodziło. Słońce zaczyna grzać, a na wysokościach smaży mocno…

DSC_5703-BorderMaker

DSC_5723-BorderMaker

DSC_5766-BorderMaker

DSC_5778-BorderMaker

Postój na prowizoryczny obiad i herbatę. Niesiemy prowiant oganięty przez agencję, jakieś ciastka, jabłka, kanapki, jajka- szału nie ma ale jak człowiek głodny to i suchary smakują jak  kawior! Krajobraz wynagradza wszystko…

DSC_5809-BorderMaker

DSC_5860-BorderMaker

Jeden z postojów.  Tempo każdy ma podobne, pomijając przewodnika, on wiadomo idzie jak po plaży.

DSC_5873-BorderMaker

Dojście  do noclegowni jakoś ok 16tej. Jest ‚czas wolny’. W tradycyjnej chacie robi się kolacja, a my kręcimy się po okolicy, która jest BARDZO przednia! Z takim zakwaterowaniem mogą konkurowac tylko lodge na nepalskich szlakach, w środku może być skromnie, ale wszystko dookoła powala…

DSC_5976-BorderMaker

Na noc ja instaluję się na dachu, świeże powietrze to po Chinach atrakcja, z której trzeba korzystac do oporu. Popołudnie trochę pochmurne, ale wszystko przeszło bokiem i na noc spektakl na niebie jak z filmu. Nigdy nigdzie nie widziałem tak czysteko nieba. Wysokość+ zero źródeł światła w obrębie kilometrów= …niestety nie da się opisać, a i w astrofotografii nie jestem dobry…

DSC_6034-BorderMaker

Dzień II

śniadanie, uzupełnienie zapasów wody i jazda, oczywiście pod góre. 2gi dzień to przeprawa przez przełęcz, a to oznacza ostre podejście, które całą naszą czwórkę kładzie na łopatki. Nie ma co opisywać, po prostu wdrapywanie się pod górę, która nie ma końca. Rozmów nie ma, szkoda oddechu, jedynie przewodnik wmawia,  że to już niedaleko i że gdzieś tam ta cholerna góra ma szczyt…

Miał rację, był koniec. Dopiero na przełęczy wyciągnąłem aparat. Na zdjęciu  siesta na szczycie. Zgodnie z zaleceniami ‚szefa’ schodzimy na drugą strone po 30minutach. Dłuższy pobyt na przełęczy może dać się we znaki…

DSC_6097-BorderMaker

DSC_6106-BorderMaker

 

Tą doliną schodzimy resztę dnia, i gdzieś tam w dole jest kolejny nocleg…

DSC_6114-BorderMaker

I to tyle zdjęć z drugiego dnia- tylko przełęcz. Po zejściu szliśmy wąwozem, ładnym, ale nie bylo aż tak spektakularnie. Meldujemy sie w chacie ok 16. Cała czwórka zajechana, ale zadowolona.  Nikt nie był zaprawiony przed przyjazdem w Ladakh, więc poziom kondycji w grupie(dokładniej jej brak) był wyrównany. W oczekiwaniu na kolację był prysznic- wiadro i zimna woda, oraz zorganizowany przez przewodnika jakiś lokalnie pędzony alkohol. Chyba mówił na to brandy, ale smakowo podobne to było do niczego.

 

Dzień III

Pobudka w takim miejscu,po lewej nasz homestay, czyli zakwaterowanie u lokalnych:

DSC_6122-BorderMaker

Po śniadaniu oczywiście atakujemy szlak. Trzeci dzień ma już być ‚na płasko’- bez  podejść. Brzmi niewinnie, ale po godzinie wyjścia na szlak sytuacja wygląda następująco:

DSC_6180-BorderMaker

Mamy swój Mars. Na szlaku nadal nie widać nikogo innego, Jest spokój, można się oddzielić od grupy i w spokoju delektować widokami. Ja oczywiście na końcu. Raz że ilość postojów na zdjęcia spora, do tego czekam aż reszta grupy na przodzie schowa się/wyjdzie z kadru. Jest dobrze…

DSC_6188-BorderMaker

Z lewej strony góry i koryto rzeki:
DSC_6202-BorderMaker

Z prawej ściana:

DSC_6213-BorderMaker

DSC_6215-BorderMaker

DSC_6253-BorderMaker

‚Mars’ to nie koniec atrakcji. Mamy jeszcze obiecany spływ rzeką, ale najpierw musimy przedostać się na jej 2gą stronę. Mostu nie ma, ale jest lina i ‚kosz’. Nie wygląda, ale ja w takich sytuacjach zawsze zdaję się na lokalnych, jeśli oni nie mają z tym problemu to i dla mnie konstrukcja jest ok;)

DSC_6270_Fotor_Collage

Po przeprawie jeszcze godzina marszu i czekają na Nas goście od raftingu.  plecaki do jeepa, a my nad rzekę. Szybkie szkolenie, o sterowaniu, wiosłowaniu, bezpieczeństwie, oraz kilka instrukcji  na wypadek nieprzewidzianych sytuacji. Po szkoleniu wspakujemy w pianki. Tzn wskakują niektórzy bo ja i Francuz wpadliśmy na genialny pomysł  zignorowania tematu pianki. Słońce w zenicie, gorąc,  my rozgrzani jeszcze ze szlaku- stwierdizliśmy że trochę wody na ochłodę się przyda… Najgłupszy pomysł całego pobytu w Indiach:)

Zanskar to podobno druga najzimniejsza rzeka świata. Nie przewidzieliśmy, że spokojna na naszym odcinku woda  za zakrętem zamienią się w prawdzią górską rzekę. Po 2minurtach byliśmy cali mokrzy, i nie muszę chyba  mówić jaka była tej wody temperatura…


DSC_6283-BorderMaker

Ponton z  grupą płynie w asyscie 2 kajakarzy, których zadaniem jest w razie potrzeby łowić topielców.

DSC_6292-BorderMaker

Zdjęć z samego spływu brak ponieważ mój aparat nie lubi wody, a ja lubię aparat. Gdzieś po drodze przewodnik z mostu kilka fotosów zrobił i później podesłał, ale nie mam pojęcia gdzie, i czy w ogóle je jeszcze mam.. Całość wygląda to mniej więcej tak.

panorama2-BorderMaker

panprama3-BorderMaker

Trek udany, nawet taki zorganizowany. Nadal  preferuję wyprawy solo, ale nie odrobiłem pracy domowej przed przyjazdem i samodzielna wyprawa nie doszła do skutku głównie z mojej winy i braku przygotowania. Dalej czas gonił i kierowałem się w Kaszgar, ale luzik-  jeszcze w Ladakh wrócę. Ten indyjski ‚sparing’  z górami okazał się bardzo przydatny ok 2 tygodnie później gdy ruszyłem na szlak w Nepalu. Bardzo łatwo mi się szło wokół Annapurny, a przynajmniej do ok 4000m…

…a w Chinach nadal nic ciekawego się nie dzieje. Do urlopu pozostało niecałe 6 tyogdni, do świat tydzień, ale tu świąt nie ma. pzdr!

Tagged on:             

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Shares