W zeszłym tygodniu obejrzałem „Marsjanina” i przypomniała mi się moja podróż na Czerwoną Planetę…

W 2012, po 3 latach w Chinach zrobiłem sobie kilkumiesięczne bezrobocie. Od Chin tez trzeba czasem odpocząć. Była Tajlandia, był Nepal, byłby też Indie. W Indiach debiutowałem w 2010, kraj ciekawy pod wieloma względami, ale też męczący. Wyjeżdzając po pierwszej wizycie  mówiłem „dośc Indii, na ładnych klka lat”.

Wspomniane ‚bezrobocie 2012′ miałem od lipca, Nepal był dopiero zaklepany na wrześien(dobra pogoda w Himalajach), więc na sierpień wycelowałem w Indie bo to obok i słyszałem  że północ bardziej mi podejdzie. Lot z Bangkoku do Delhi i tego samego dnia ewakuacja nocnym autobusem do Dharamsalii, czyli tereny, gdzie zaczynają się Himalaje. W Dharamsali byłem w 2010, więc tym razem to tylko punkt tranzytowy, skąd nocnym busem dalej pojechałem do Manali, a Manali to ‚brama’ do Ladakh…

i tu zaczyna się prawdziwa zabawa…

Trasa Manali-Leh jest wśród wielu turystów legendarna. To niecałe 500km, które autobusem jedzie się 2 dni. Powód  to oczywiście teren i jakośc drogi. Trasa otwarta dla pojazdów jest tylko około 5 miesięcy w roku, w zależności od tego kiedy zima zasypie przełęcze, i kiedy uda się odkopać trasę na kwiecień/maj. Średnie wysokości na tej trasie to 4000m, więc nie ma żartów. Najwyższy punkt to przełęcz Tanglang 5328m.

Standardowy plan trasy:

Dzień 1: start Manali: (1950m), nocleg Keylong (3080m)

Dzień2: start: Keylong (3080m)  dojazd:Leh (3500m)

Oczywiście wszystko jest względne i orientacyjnie podane- ilość rzeczy, które moga pójść niezgodnie z planem jest długa. Obsunięcia, lawiny,  przebita opona, przebita opona u innego kierowcy, który zablokował swoją ciężarówką drogę, wypadek, awaria silnika…etc.

DSC_4816-BorderMaker

DSC_4909-BorderMaker

DSC_4913_Fotor_Collage

Trasa zdecydowanie nie jest przeznaczona dla osób o słabszych nerwach:

 

Na pytanie turystki z Francji  o godzinę dojazdu do Keylong kierowca z rozbrajającym uśmiechem odpowiedział „about…today PM”/ około dzisiaj po południu„.

Pierwsza część trasy przed przełęczą  Rohtong widoków oferowała niewiele. Dominowały chmury i prace drogowe mające na celu utrzymanie trasy przejezdenej.

Dopiero po 2giej stronie gór zrobiło się wybornie. Jeszcze nie marsjańsko, ale ładnie owszem, i to bardzo… Nieważne czy na nocleg w Keylong dojedziemy za 7,8 czy 11 godzin. Mogę się gapić za okno cały dzień, tak też robię…

DSC_4936-BorderMaker

DSC_5003-BorderMaker

Zdjęcie niżej powinno wyjaśnić dlaczego 500km jedziemy 2 dni:) Nikt na takich drogach nie powinien się spieszyć…

DSC_5215-BorderMaker

DSC_5028-BorderMaker

Nie dość że drogi wąskie, to sporą część rochu stanowią ciężarówki transportujące towary na północ kraju, oraz cysterny. Jak się zrobi ciasno to trzeba kombinować, i kręcić, i kręcić, kręcić do skutku…

DSC_5037-BorderMaker

DSC_5105-BorderMaker

Rozrywka w korku: ‚people watching‚ w toku:DSC_5132-BorderMaker

Do Keylong dojeżdzam jakoś godzinę przed zmrokiem, instalacja w namiotach i czekanie na kolację.  Nocleg i kolacja w cenie biletu…żeby zorganizować piwko do kolacji trzeba było się nachodzić, napytać i lekko przepłacić. ‚Kingfisher’y’ jednak się znalazły, nawet zimne.

Dzień II

Bardzo wczesne śniadanie i w trasę! Odcinek do Keylong był bardzo ładny, ale to dopiero 2gi dzień miał oferować wspominane już marsjańskie widoki, które zaczęły się  niedługo po wyjeździe z Keylong. I tutaj nie ma sensu już się rozpisywać, pozostaje oglądać. Cały dzień do Leh widoki były REWELACYJNE!

DSC_5296-BorderMaker

DSC_5311-BorderMaker

Na tych wysokościach można już odczwać symptomy AMS, czyli choroby wysokościowej.  Jedni znoszą ją lepiej, inni gorzej- bardzo indywidualna kwestia. Ja  należę do tych, którym spore wysokości przeszkadzają mniej. Objawy: płytki oddech, brak apetytu, ból głowy itd itp … Każdy udający się w wższe góry wie o czym mowa, a kto ignoruje symptomy może przypłacić to życiem.

DSC_5318-BorderMaker

DSC_5325-BorderMaker

DSC_5340-BorderMaker

Najwyższy punkt na trasie, niesłusznie tytułująca się drugą najwyższa droga świata: przełęcz Taglang- 5328m. Z jednej strony droga, która przyjechaliśmy:

DSC_5379-BorderMaker

a z drugiej strony kierunek na cel- Leh:

DSC_5385-BorderMaker

Mój ‚rekord’ to Thorung La w Nepalu 5416m, ale tam sam musiałem wejść. Tutaj satysfakcja zerowa bo wjechać to żaden wyczyn.  Widoki robią jednak spore wrażenie, bez względu na to czy się wspieliśmy, wjechaliśmy rowerem, czy szlaony Hindus wwiózł autokarem…

DSC_5393-BorderMaker

panorama pass-Edit-BorderMaker

Niektórzy turyści, przez ograniczenia czasowe lecą do Leh. Moim zdaniem to zbrodnia. Wiem, że z samolotu też są widoki, ale to jednak nie to samo. Do Leh dojechaliśmy ok 16. Samo Leh też urodziwe, ale wypada pójść na jakis trek…

C.D.N

4 thoughts on “Wycieczka na Marsa- północne Indie cz.I

  • 14/12/2015 at 09:10
    Permalink

    Faktycznie nie dla osób o słabych nerwach 😉
    Z jednej strony jak przejedziesz i zrobisz zdjęcia to jest o czym opowiadać, ale z drugiej strony ileś tych pojazdów spada więc czy jest sens ryzykować?
    Ja miałam niedawno wypadek autobusowy na o wiele lepszej drodze więc pewnie bym za takie atrakcje podziękowała, chociaż jestem pewna że 10 lat temu byłoby inaczej 😀

    Reply
    • 14/12/2015 at 09:40
      Permalink

      Współczuję wypadku. Każdy ma swoje priorytety i miejsca, które ‚musi’ zobaczyć przed śmiercią. Każdy kalkuluje indywidualnie.
      Ja przejechałem trasę bo chciałem ja zobaczyć, opowiadanie o niej nie było/jest celem samym w sobie.
      Wypadki się zdarzaja wszędzie, nawet na ulicy przed domem…
      Nie potrafiłbym sobie odmówić tej trasy.
      pzdr

      Reply
      • 14/12/2015 at 12:15
        Permalink

        Dok temu przyjechałam rowerem Death Road w Boliwii – niby teraz jak już normalnego ruchu nie ma jest bezpieczniej, ale rowerzyści i tak mają wypadki – jednak wydawało mi się, że nad rowerem człowiek ma większą kontrolę :)
        Ale masz rację, wypadki chodzą po ludziach – wszędzie.

        Reply
        • 17/12/2015 at 04:14
          Permalink

          Sacunek, ja na tego typu trasy bardziej celuję w motor, chociaz rower to też dobra opcja.
          Planowałem zachodnie Chiny rowerem na miesiąc ale się posypało z przyczyn różnych…
          pzdr

          Reply

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Shares