Takiego pieprznika chyba jeszcze nie miałem w trasie…

(proszę o wyrozumiałość- w tym wpisie zdjęcia, poza ostatnim, z ‚komórczaka’)

Wyjeżdżam z Fenghuang w stronę Dehang, małej osady w górach, ponoć ładna okolica(będzie osobny wpis). W momencie jak startujemy, nad Fenghuang zaczyna konkretnie lać. Pomyślałem- idealnie że wyjeżdzam. Jeszcze nie wiedziałem, że deszcze jeszcze zostana ze mna na kolejne dni…Do Dehang jadę w dość konkretnym deszczu, na miejsciu lokalni mówią, że jutro będzie lepsza pogoda. No to ok, lokalni górale wiedza co godoją…koniec końców lało prawie cały czas….

20140712_154314

 

Z Dehang z chmurami i lekkim deszczem dojechałem planowo. Widząc wylewającą rzekę i gromadzących się nad nią ludzi cieszyłem się że udało się nam wydostać…

20140714_162741

W Jishou jestem z zapasem czasowym. Pociąg dopiero o 21.19. Piję słabą kawę i oglądam ludzi przyglądających się mi.  Wchodząc n a dworzec już widzę na tablicy że mo pociąg m opóźnienie 2h. Z doświadczenia wiem, że  opóźnienie może, i z pewnościa ulegnie zmianie;/ No nic, siedzę. Poczekalnie zapchane bo nie tylko mój się spóźnia- zajęty prawie każdy m2 dworca. Za mna miły pan kopci najtańsze faje świata, przede mną koleżanka wsuwa wiaderko(zupka chińska)- mikstura zapachów ciężka do opisania, za to niemożliwa do zapomnienia…uroki podróżowania- wkalkulowane;)

Zdobyłem krzesło- zrobiło się luksusowo!…a opóźnienie uległo zmianie, już nie 23:43, a 0:22. Czas leci wolno……kolejni pasażerowie wsuwają ‚wiaderka’ i jaraja w poczekalni, a ja oglądam jakąś durnowatą komedię. Opóźnienie ulega zmianie: 1:22, a później jeszcze 1:44.  JEST przyjechał! Łauję się na górne wyro i śpię jak zabity do 11- stopery to bardzo udany zakup;)  Trasa  miała być pokonana w 8 godzin…z matematyki nigdy nie byłem kozak, ale to jeszcze ogarniam: od 2rano do 11tej jest 9godzin…Niemożliwe jest żebym przegapił moją stację bo zawsze prowadnik wagonu budzi ok 20-30min. Sprawdzam GPS w komórce….i ostre zdziwienie:

gps

Legenda:

czerwona strzałka- Jishou (stacja początkowa)

zielona strzałka- Guiyang (stacja końcowa)

niebieski wskaźnik- aktualna pozycja

no….więc okazało się, że przez 9 moich przespanych godzin przejechaliśmy jakieś…30km!

Stoimy w polu. Praktycznie nieustające opady zmyły tory- nikt nie jest w stanie powiedzieć kiedy dotrzemy do Guiyang…..

Za oknem widoki(a dokładniej jeden widok- ten sam przez kilkadziesiat godzin) następujące:

20140715_170434

Stoimy tak kolejne godziny, wózki ze spożywka przestają jeździć. W końcu decyduję się na ryzykowny krok- idę do ‚Warsa’. Przejście 10 wagonów nie stanowiło problemów, ale wejśc do samego wagonu restauracyjnego to już ‚mission impossible’, tak trwa wojna. Jedyne co jest to zupki chińskie, a żeby je dostać trzeba albo czekać albo iść jak taran nie patrząc czy to kobieta, czy to dziecko- trzeba napierać…wszyscy oczywiście wybierają opcję napierania. Ja uskuteczniam opcje 3;) Robie minę ‚zagubionego turysty’ i próbuje pracownika kuchni zagadać (tylko po angielsku) co się dzieje. Gość gestykuluje żebym dał mu 5rmb. Nie minęły 3 minuty jak wrócił z moją ‚instant’ kolacja:)

20140715_163312

 

Po kolacji niewiele się zmieniło- stoimy dalej. Dopiero przed 23 ruszamy- brawa w wagonie jak w samolocie z polskimi pasażerami po lądowaniu. Idę spać, mam nadzieję, że tym razem obudzę się dalej niż 30km.

8:35 dojechaliśmy do Guiyang! Wszyscy robili zdjęcia tablicy na peronie to i ja mam:

20140716_083849

 

Po 30 godzinach jesteśmy. Miałem tu hotel na wczoraj, ale anulowałem. Kolejna przeprawa to odczekać 12h do następnego pociągu w kierunku Kunming.  Wyjść z dworca się nie da. Ściana wody- Chińczycy zamarli i zablokowali wyjście- ‚mi to tito’ mam czas- dokładnie 12h. Dopiero po 2godzinach zaczęli co odważniejsi wychodzić… Na dworcach  z rana to zazwyczaj do KFC czy McD uderzam na kawę, ale Ci nie maja ‚przedstawicielstwa’ na Guiyang station. Jest Dico’s więc dobre i to. Muszę przejść plac dworcowy, który pływa. Wody po kostki lub łydki- w zależności od miejsca. W Dico’s kawe dostałem, ale fastfood nie oferuje wiele więcej bo prądu nie mają. Obracam się patrze za okno-dworzec nadal ma zasilanie- chociaż tyle, ale dzielnica już nie, a może i całe miasto ma dzień ‚off-line’… Do kawy obejrzałem ‚Need for Speed’, czyli latające i wybuchające bardzo drogie samochody+ praktycznie zero fabuły- idealny film na odmóżdżenie się i zabicie czasu w tych okolicznościach. Jest 13ta- pora wybrać się do kasy odebrać wcześniej kupiony przez internet bilet Guiyang-Kunming. Kałuże(strumienie) i tłumy  pokonane, 30minut w kolejce odstane  jestem przy kasie. Daje paszport i nr rezerwacji. Normalnie kobieta wpisuje cyferki do komputera i drukuje mi bilet. Tu jednak zamiast biletu dostałem paragon…Mówie kobiecie że ja bilet chciałem odebrać a nie zwrócić, ale ta niewzruszona macha ręką że ‚nie’. Okazuje się że tory z Guiyang do Kunming też popłynęły i jestem dupie. Ludzi wszędzie jak na chiński Nowy Rok, nie ja jeden w tej dupie wylądowałem…

Szybka analiza sytuacji i opcji. Dowiaduję się, że lotnisko działa. Kafejki internetowe oczywiście bez prądu niespecjalnie pomocne. Nie widzi mi się tu siedzieć i czekać na lepszą pogodę. Nikt też nie wie kiedy  naprawią zniszczone odcinki kolejowe. Patrzę w komórce na loty do Kunmingu- jest 5 biletów na ostatni wieczorny lot! Cena jak na cały pieprznik logistyczny moim zdaniem bardzo przyzwoita- 606rmb. Teraz kolejna sztuka to zarezerwować to na mibilnym internecie. Po pół godziny walki udaje się- mam rezerwację ale jeszcze potrzebuję potwiedzenie że faktycznie mam bilet i lecę. Kolejne 20minut i jest email od ctrip.com- mam bilet!!!

Teraz trzeba się dowiedzieć jak, i czy w ogóle możliwe jest dojechać na lotnisko. Miasto dość konkretnie ‚pływa’. Taksówkarze mówią że da się, ale oni nie jadą;) Brzmi obiecująco. Przy pomocy 2 autobusów i jednego motoru dotarłem….dalej już z górki. Check-in, odprawa i lot- wydostałem się.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

(Następnego dnia doczytałem, że lotnisko też miało utrudnienia- na tablicy odlotów: zielony kolor: o czasie, żółty: opóźniony, czerowny:odwołany)

 

Dla mnie takie turbulencje logistyczne to nie koniec świata, ale jestem w kontakcie z rodakami, którzy są czysto turystycznie. Też ich w tych okolicach nie oszczędziło. Mieli jechać do Zhangjiajie, ale gdzieś most się zawalił, gdzieś indziej tory popłynęły, tez utknęli w pociągu….pogody nie przewidzisz….

W życiu się tak nie na blogu rozpisałem, ale musiałem wyrzucić z siebie te ostatnie 3dni;) pzdr!


 

a oto jak wyglądał Fenghung  kilka dni po moim wyjeżdzie :

masakra, ten sezon turystyczny maja z glowy, a nie wiadomo jak to bedzie wygladać po naprawach…

Guiyang za mojej wizyty, 16.07:

guiyang

Tagged on:         

2 thoughts on “Trainpocalypse- logistyczny paraliż na południu Chin.

  • 19/07/2014 at 18:41
    Permalink

    Masakra, dobrze ze sie wydostales, i ze dajesz informacje z pierwszej reki.

    Ogolnie gdzies musi padac, a jak nie padalo w UK (moze w Europie) przez jakies 3-4 tygodnie to Chiny wygraly nagrode na deszcz w tym roku… Powodzenia zycze, i tak bedzie dobrze.
    Pozdro
    Cebula

    Reply
    • 20/07/2014 at 04:09
      Permalink

      Rozumiem deszcz, ale tym razem przesadzili;) Chociaż wam na chwilę zakręcili kurek, na zdrowie;)pzdr

      Reply

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Shares