Dziś drugi odcinek kampanii promocyjnej mojego ulubionego miejsca w Chinach- Litang! (część pierwsza tu)

Ludziska- integralna część lokalnego ‚krajobrazu’.

Jacy są Chińczycy? Tacy  jak i inne nacje, czyli różni. Opinie zazwyczaj są podobne- przyjaźni otwarci i pomocni. I ciężko się nie zgodzić.

Turysta siłą rzeczy musi bliżej poznać też określoną ‚reprezentację’ narodu, czyli ludzi żyjących z turystyki(Czyt. turysty). Tu się sprawy trochę komplikują ponieważ obraz ‚statystycznego’ Chińczyka, czy jakiegokolwiek innego reprezentanta,  zakłóca czynnik finansowy.

Wspomniałem ‚przyjaźni otwarci i pomocni’, ale jeśli ktoś się nie zgodzi to oczywiście nie znaczy że bzdury wygaduje. Wszystko sprowadza się do indywidualnych doświadczeń. Bezinteresowny Chińczyk faktycznie będzie  najprawdopodobniej OK, do końca lat 80-tych kraj był raczej odizolowany od zachodu. Dziś owocuje to powszechną ciekawości i otwartością w stosunku do ‚obcych’.

Inaczej się sprawy mają, jeśli konkretna osoba musi nakarmić rodzinę, a tak się składa że zawodowo robi w szeroko pojętej ‚turystyce’ lub ‚usługach’ w miejscach gdzie klientem jest przyjezdny.

Biała twarz nadal często kojarzona jest z nadzianym Amerykaninem, którego można mniej lub bardziej oskubać, jeśli tylko się da. Tak samo działa to w Indiach, na Filipinach czy w Tajlandii. Nie można ich winić za to , że próbują, trzeba się nie dawać;)

A jacy są Tybetańczycy? Dokładnie tacy sami jak cała reszta;) Przyjaźni, pomocni i otwarci…no chyba że pójdziemy pod dworzec autobusowy do prywatnych kierowców, Ci na ‚bezczela’ próbują wydoić przyjezdnego jak tylko się da- jeśli podróżujesz (bez znaczenia dokąd) to jest to część całej zabawy.

Porada ‚ticzera Petera': nie oczekuj że podczas wyjazdów i podróży zawsze będziesz  płacić cenę jak lokalni- ‚to se ne da’. Płać tyle ile uznasz za sensowne. Nie wnikaj ile za to samo zapłaciłby tubylec. Oczywiście targowanie się i ‚rozpoznanie cenowego terenu na obczyźnie‚ jak najbardziej wskazane, ale nie walcz o każdego grosza, yuana, rupię czy batha…frycowe zawsze będzie;)

Pora na zdjęcia z Litang.

(w 3 części kampanii promocyjnej Litangu będzie foto-relacja z lokalnego festiwalu koni, a wpis jakoś…niedługo;)

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Absolutny faworyt lokalnej hipsterki;)

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Poznany fotograf z Szanghaju i mnich, który do ascetów materialnych raczej nie należy;)

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

pzdr!

Tagged on:                 

13 thoughts on “Litang- Moje miejsce numer 1 w Chinach- cz.II- ludzie.

  • 19/12/2014 at 17:51
    Permalink

    Patrząc na zdjęcia ma się wrażenie, że to efekt pracy nie czterech wizyt, a kilku miesięcy mieszkania w miasteczku i na okolicznych wzgórzach :) Jak mieszkańcy reagują na zapaleńców z aparatem, robiącym im zdjęcia? Dzieciaki pewnie jak wszędzie same chętnie pozują, ale jak np. z kobietami?

    Reply
    • 20/12/2014 at 11:17
      Permalink

      Z dzieciakami zawsze jest gładko to fakt. Chiny to ogólnie łatwy kraj w temacie fotorgafowania ludzi. Czasami ktoś sie schowa lub zaprotestuje, ale bez porównania jest lepiej niż na ‚zachodzie’. A Hong Kong to już totalna rewelacja- prawie nikt nie reaguje, są obojętni na napaleńców z aparatami.
      W Litang również było z górki, chociaż trzeba oczywiście robić to z wyczuciem, jak wszędzie…
      pzdr

      Reply
  • 19/12/2014 at 19:23
    Permalink

    Po co malują tą twarz na biało? Upodobnić się, czy pośmiać chcą z białych? 😀

    Reply
    • 19/12/2014 at 22:33
      Permalink

      Najprawdopodobniej chodzi o ochronę skóry przed słońcem, na tych wysokościach słońc dobrze ‚daje’. Szczerze mówiąc nie widziałem wielu osób w Chinach z takim ‚makijażem’, w Birmie jest to bardzo popularna sprawa…
      pzdr

      Reply
  • 19/12/2014 at 20:21
    Permalink

    Zdjęcia oddają niby kolorowy fajny klimat. Ale jednocześnie jest jakoś tak surowo, z uwagi na krajobraz. Podobają mi się :)

    Reply
    • 20/12/2014 at 01:05
      Permalink

      Twarze też ‚surowe’, spalone słońcem, to pewnie też wpływa na odbiór;)
      pzdr

      Reply
  • 21/12/2014 at 07:46
    Permalink

    zgadzam się w 100% z frycowym, to jest nieodłączna część podróżowania… sam nie raz płaciłem a najbardziej pamiętnym było zapłacenie 50$ za śniadanie w cafe w Baku…

    a zdjęcia świetne… ;)))

    Reply
  • 21/12/2014 at 12:52
    Permalink

    O kurcze, fizjonomia tych ludzi i cała konna otoczka robią bajeczne wrażenie! Faktycznie jakaś atmosfera dzikiego zachodu, hipisowstwa, te długie włosy, podniszczone twarze – podoba mi się. Jadę tam!

    Reply
  • 17/07/2015 at 10:02
    Permalink

    Swietny blog :) duzo w nim humoru i dystansu, ktory bardzo lubie 😉 Pozdrawiam Cie cieplo i zycze udanego tygodnia!

    Reply
  • 26/04/2016 at 11:18
    Permalink

    Kiedy jest ten festiwal? Szukam informacji o wszelkich tego typu imprezach w Syczuanie i Junanie w lipcu i sierpniu.

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Shares