Skończyłem towarzyską część urlopu. Odwiedziłem znajomych, przypitaliśmy się, pojedli, popili, pogadali i dalej w drogę, a po drodze było Guangzhou….

Było po drodze i tylko dlatego zajechałem. Byłem tu wiele razy więc turystycznie nic tu po mnie, ale jako tranzyt na chwilę czemu nie.

Ile razy jestem tu(i ogólnie na południu) zimą wydaje mi się, że mógłbym tu mieszkać, przyjemne temperatury kuszą. A później zajeżdzam latem i mi przechodzi. Upały konkretne, a może tylko ja już się odzwyczaiłem od ‚tropików’. Temperatury mam podobne u siebie w Henanie, ale wilgotność robi różnicę. Kiedy ja mam rejony 40-50% to na południu  ludzie muszą znosić 80-90%. Nie wiem czy chciałoby mi się pracować w takim piekarniku.

Od czasu do czasu zastanawiam się czy nie pora na przeprowadzkę do większego miasta, ale na myśleniu się kończy.W mieście 1-ligowym dużo więcej się dzieje, zachodnie produkty dostępne bardziej, ale te przez internet też da radę zamówić. Na pierdziszewie białas jest rozchwytywany, bogaci rodzice chcą dziecko poduczyć, a wyboru wielkiego na prowincji nie mają więc część tortu trafia do mnie. Dodatkowo praca przychodzi do mnie, nie muszę spędzać godzin w autobusach i metrach. Po ostatnich zamachach w Pekinie z rana w metrze kolejki przeokrutne, w trosce o bezpieczeństwo obywatela oczywiście, ale ten sam obywatel zamiast przykładowo do roboty o siódmej teraz musi zrywać sie pół czy godzinę wcześniej bo trzepią na wejściu do metra…no chyba że już odpuścili to dajta znać stolica;)

Ja więc marudzę czsami na swój los, ale zwalmy to na polskie obywatelstwo, które zobowiązuje;) Zamarudzić raz na jakiś czas trzeba!

Wracając do Guangzhou;

No wszystko ładnie, buduje się, widać jakieś tam ‚big city life’, ale zawiodłem się w jednym temacie. Polonia w Chinach donosi, że w Tescpo polskie browary Żubra, Żywca czy Tatry można kupić. Specjalnie pojechałem kilka stacji, mimo że miałem pod nosem Wall-mart’a, i dupa zbita w tym Tesco. Owszem jakieś bawarskie wynalazki były, San Miguel ipt. ale z naszych nic:/ pech…kto to pisał że widział?

Tradycyjnie kikla migawek z miasta:

Lokalny ‚hutong’, gdzie poczułem się jak na Paharganj w Delhi. Przepraszam przesadziłem, jednak znacznie czyściej niż w indyjskiej stolicy, ale klimatem bardzo podobne miejsce. Ciasno, wąsko, pełno wszystkiego, a przede wsystkkim reklam, tablic i bannerów:

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Osiedlowa tablica(ściana) ogłoszeń:

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

A tak się dorabia na ‚dziko’. Zwykłe przejście nadziemnie, tu gośc z drutu ‚rzeźbi’, obok drugi futerały i inne ‚ubranka’ dla komórek ma, trzeci parasole oferuje, a na oko to z 15 osób miało pracę na zwykłym  durnym moście…

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Wyspa Shamian, nie wiem który raz tu jestem, ale zawsze przyjemnie zajść. Może podświadomie chcę uciec do Europy, bo to francusko-brytyjska koncesja i gdyby usunąć chińskie bannery i reklamy to jak w ‚juropi’e poczuć się można…trochę;)

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

podwórkowe, mniej wyjściowe rejony:

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

i Zhujiang New Town- nowa reprezentacyjna część metropolii:

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Niżej w tle Canton Tower- symbol miasta:

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Jutro spróbuję wrzucić miasto po zmroku bo ładnie się prezentuje.

pzdr!

Tagged on:     

3 thoughts on “Guangzhou- żar tropików.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Shares