Dali cz.I…….

Rejony Caicun sprawdozne, więc zawracam i kieruję sie na północ, gdzie podobno ładniej ma być. Wyjeżdzając z wioski mijam imponujące pola ryżowe. Nie wiem na ile uprawy tu są ‚chrzczone’, czymś pryskali widziałem, ale co to było pojęcia nie mam. Teraz żeby miec pewność co ląduje na talerzu to trzeba samemu za oknem posadzić….

Szczypiorek pełnowymiarowy, nie ma lipy! Dawało ‚cebulakiem’ ładne kilkadziesiąt metrów zanim zobaczyłem skąd to idzie. 

Dookoła sklepów z souvenirami brak, tylko  lokalni mieszkańcy zajęci swoimi sprawami, czyli dokładnie tak jak lubię.  Generalnei widoki takei same po drodze: małe wioski rozrzucone nad jeziorem i pola.  Z zachmurzonymi górami w tle ładnie się okolica prezentuje.

Pomimo częściowego zachmurzenia upał jest i smaży. Co 15-20minut  konieczny postój na coś zimnego, naczęściej Tsingtao;)

Żeby nie było zbyt spokojnie i sielsko to lewy pedał w moim ‚góralu’ odpada:) Montowanie bez narzędzi, ‚na kopa’, dobre jest, ale tylko na kilkaset metrów, po czym czynność kopania/montowania  trzeba powtórzyć. Zamiast dalej dryłować na północ zawracami i zaczynam poszukiwania klucza. Kilku optymistów bez narzędzi próbowało załatwic sprawę ręcznym dokręceniem. Dumni byli ze swoich poczynań kiedy pedał pozornie się trzymał a ja po kilkuset metrach i tak zbierałem go z ulicy…
Na budowę zajechałem bo gdzie mają mieć narzędzia jeśli nie na budowe. Jedyne czym mnie ugościli to…młotek, czyli moja pierwotna metoda kopana, tyle że innym narzędziem. Kilkaset metrów i wiadomo….jeb.

Za 5tym razem w jednym z gospodarstw znalazł się cwaniak ze wszystkimi możliwymi rozmiarami kluczy, Dokręciliśmy, tzn. ja, on z kiepem w zębach sie przyglądał i smiał na zmianę Majster budował  z kolegami knajpę nad jeziorem, ale pełna lodówka już  stała więc i ‚small business’ sie kręcił. Ceny przyjemne więc na Tsingtao dałem sie namówić. Często na odludziach ludziom odbija i próbuja doić turyste po bandzie. Tu kulturka, butelka 0.6l 5rmb(2,50zł)- lubię to.

Drogi cały czas bardzo przyzwoite, ale ruchu wielkiego nie ma. Dobra trasa na rower. Po wioskach warto sie w boczne uliczki ‚wpraszać’,  bywa ładnie.

Do Xizhou nie dojechałem, przestałem ufać sprzętowi. Późny start z Dali+upał+ pedał- dobrze się złóżyło, wróciłem do miasta po 16tej, lekko zajechany. Na swoją obronę przypomnę, że Dali jest na 2007m;)

Chiny nadal jak długie i szerokie to węglem stoją, ale w Dali ewidentnie myślą ‚zielono’. Nie odstawią węgla z dnia na dzień ale widać są świadomi kierunku, w którym muszą iść:

Po czym poznać że jestem w Chinach za długo? Po powrocie przeglądając foldery znajduję zdjęcia…nieba. Niebo jak nieblo, ale w niektórych częściach kraju. m.in. u mnie, można zapomnieć jaki jest/powinien być naturalny kolor na niebie. Pingdingshan to węglowa okolica…..nie trzeba wyjaśniać jak to przerzuca się na okolicę.

Jezioro to idealna opcja na 1 lub 2-dniowy rowerowy wypad. Jest ładnie i spokojnie, a właśnie po to przyjeżdza sie w Yunnan. Do tego dobra droga i ceny ludzkie. Nie jest oszałamiająco i zjawiskowo, ale nadal warto! 

Do Dali następnym razem muszę  zajechać na trek, na razie 2-0 dla pogody, ale za 3 razem sie uda…..albo i nie.

Tagged on:             

One thought on “Dali rowerowo cz.II (galeria)

  • 21/11/2013 at 21:06
    Permalink

    Ladnie, nawet bardzo ladnie, ja tez chce :)

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Shares