Chiny to stan umysłu. Stwierdzenie w 100% trafne. Problem pojawia się kiedy ktoś poprosi o wytłumaczenie w czym rzecz. Każdy kto pobył tu dłużej wie o co chodzi. Zaryzykuję stwierdzenie, że większość odwiedzających kraj na krótko, turystycznie czy zawodowo,  również zgodzi się z tą opinią…

Ja po uropie, już ruszyłem z pracą. Największym (oby) chwilowym wyzwaniem jest przestawienie się na tryb chiński w temacie ruchu drogowego. Tajowie jeźdżdżą przewidywalnie. Człowiek z zachodu powie, że w Tajlandii na drogach jest chaos. I pewnie ma rację, ale dla kogoś , kto na co dzień ma Chińczyków za współużytkowników ulic tajski ruch to sielanka. O tym, jak sie jeździ w Chniach już wspominałem na blogu- KLIK….

To jak Chińczycy jeżdżą to tylko jeden z wielu przykładów, kiedy zachodni umysł może się ‘zblazować’. Praktycznie wszystko jest inne, i wszystko robi się inaczej- albo się dostosujesz,  albo Chiny Cię złamią…

Firmy wchodzące na chiński rynek muszą wynająć kogoś, kto pomoże przełożyć biznes na lokalne warunki. Ludzie nieświadomi różnic, albo Ci święcie przekonani, że nie potrzebują pomocy i sami dadzą radę ogarnąć tematy skazani  są na porażkę. Innej opcji nie ma.

(Ameryki tu nie odkrywam, dla większości te oczywiste różnice to żadna nowość, ale są ludzie, którzy o tym zapominają)

Przykładem tego, jak trzeba się dostrajać do lokalnego rynku niech będzie IKEA. Globalny koncern  oczywiście wie, że te same zasady gry nie obowiązują wszędzie.

Ja na prowincji nie mam IKEI, ale też nie potrzebuję.  W chińskiej IKEI byłem raz, w Chengdu chyba w 2013. Nie poszedłem na zakupy, byłem oglądać Chińczyków. Pierwotnym celem wypadu na kompleks handlowy byl Decathlon, ale jak zobaczyłem, że zaraz obok jest IKEA od razu wiedziałem , że muszę tam zajrzeć! Niestety…w mojej IKEI nie znalazłem, tego czego szukałem.

Więcej szcześcia mial znajomy kilka dni temu…

IKEA w Hangzhou, czas akcji czwartek 3.09. Wolne, bo Chiny świętowały rocznicę pokonania Japonii i koniec II Wojny Światowej. Dzień wolny to bardzo źly czas na wypad do supermarketu, galerii handlowej itp. – rzeka ludzi, tłok, hałas…wszyscy mają ten sam plan na dzień- zakupy. Znajomi sie jednak wybrali, i chwała im za to;)

No więc dlaczego ja ciągle o tej IKEI? Ano ponieważ Chińczycy znani są z tego, że uwielbają ‘testować’ produkty. Coś co raczej nie mieści się w zachodniej głowie, tu jest standardem i nikogo nie dziwi, nie licząc obcokrajowców.  Kilka miesięcy temu w internecie pojawia się plotka, że chińska IKEA ma zakazać ‘testowania’ łóżek, a dokładniej spania na nich . Trochę się zdziwiłem, czytając news’a, bo to strzał we własną stopę. Po kilku dniach IKEA wydała oświadczenie, że nie przewidują żadnych zmian w temacie- krótko i na temat(link). Potentat meblowy rozumie, że na każdym podwórku obowiązują inne zasady gry. Chińczyk nadal będzie mógł  wybrać się w upalny dzień do klilmatyzowanego sklepu i wyspać w mega wygodnym łóżku.

Zdjęcia kumpla z wypadu do IKEI w Hangzhou:

1 (4)

1 (3)

 

Niżej absolutny hit:

„洗手间位于二楼装饰品部旁边  -Toilet is next to the Home Decoration section on the 2nd floor.”

czyli informacja, że (prawdziwa/działająca) toaleta znajduje sie na 2gim piętrze…

Co się musiało stać aby okleili muszlę taką adnotacją? Chyba wiemy 😉 Ktoś przekroczył niewidzialną linię w temacie testowania ekspozycji…

1 (10)

Spanie, drzemka gdziekolwiek, i o każdej porzednia to w Chinach norma. Nikt si nie dziwi na śpiącego człowieka, gdziekolwiek ten by się nie zainstalował. Przykłady na blogu też juz były: Uśpieni I , Uśpieni II.

1 (2)

Ilu z tych ludzi to potencjalni klienci, a ilu to oportuniści, którzy korzystają z klimatyzowanej, podejrzewam bardzo ygodnej, sypialni, cięzko powiedzieć, ale fakt faktem , że znajomi spędzili w kolejce godzinę…

1 (5)

Rodzinny relaks, po to przecież jest dzień wolny…

1 (6)

Mówią: „When in Rome do as Romans do”

Podobnie jest z Chinami. Nie da się tu wytrzymać bez szerokopojęctej i dalekoidącej asymilacji. Byli juz tacy co przyjeżdżali do Chin i myśleli , że będą  żyć po ‚zachodniemu’. Tacy ludzie szybko sie pakują i wyjeżdżają, Chiny to nie jest kraj dla każdego…

pzdr

 

PS

Do poczytania jak IKEA rozpoznawała teren i uczyła sie na własnych błędach->KLIK [ENG].

17 thoughts on “Chiny to stan umysłu- wizyta w IKEI.

  • 09/09/2015 at 15:43
    Permalink

    Chiny to w końcu wschód :) spanie w IKEI może być ciekawe, aż dopiszę na listę marzeń. No a na zachodzie by to nie przeszło. Za to uwielbiam Azję, wszystko jest takie egzotyczne z zachodniego punktu widzenia 😉

    Reply
  • 09/09/2015 at 16:39
    Permalink

    Chiny to zdecydowanie nie kraj dla mnie. Ale lubię poczytać ciekawostki. Jeszcze IKEA, firma pochodząca z tak ułożonej Skandynawii, to naprawdę niesamowite. Dzięki za ten post ! A zdjęcie toalety to hit :)

    Reply
    • 10/09/2015 at 07:24
      Permalink

      Chiny nie są dla każdego- pełna zogda. Piszesz że kraj nie dla Ciebie. Do życia, czy nawet tylko turystycznie nie przeszedłby?:)
      pzdr

      Reply
  • 09/09/2015 at 18:24
    Permalink

    Podobne sceny w Pekińskiej Ikea dziwne że nie było ich w Chengdu.
    Z ostatnimi dwoma zdaniami nie mogę się zgodzić. Wszystko zależy od tego gdzie w Chinach mieszkamy i ile zarabiamy. W największych miastach są zachodnie dzielnice i to wcale nie małe , w niektórych miastach nawet kilka (w Pekinie pięć). Są tam domy i mieszkania nie odbiegające od najlepszych standardów zachodnich, zachodnie bary,kluby,restauracje, piekarnie, szkoły,szpitale,sklepy z zachodnią żywnością. Wszystko jak najbardziej autentyczne bo założone w większości przez obcokrajowców, którzy również w tych miejscach często pracują. Znam ludzi którzy nie odczuwają potrzeby asymilacji. Żyją i pracują PO ZACHODNIEMU w tych enklawach (niektórzy z moich znajomych dłużej niż 10 lat) i sobie to życie chwalą.

    Reply
    • 10/09/2015 at 07:22
      Permalink

      Nuda w Chengdu była niestety.
      Można się zaintalować w takim białym ‚getcie’, ale nawet wybierając się do białej restauracji, baru etc. masz np. przyjemnośc dzielić drogę z chińskimi kierowcami. W 100% chyba jednak nie da się odciąć od Chin mieszkając w nich,
      a nawet jeśli to w praktyce nie mieszkasz w Chinach…
      Przytaczasz sytuację, która nie dotyczy się, zaryzykuje stwierdzenie, 95% obcokrajowców mieszkających w Chinach.
      Jest to moim zdaniem wyjątek, który potwierdza regułę. Chyba zgodzisz się, że jeśli sie nie dostosujesz, pomijając te enklawy’, to Chiny Cię mentalnie ‚przeorają’ ?
      pzdr

      Reply
      • 10/09/2015 at 09:47
        Permalink

        Na zachodzie również naszym kierowcą będzie najprawdopodobniej Azjata lub Afrykańczyk.
        95 % ? ,tu się znów muszę nie zgodzić. Proszę pamiętać, że większość obcokrajowców ( zwłaszcza z naszego kręgu kulturowego) Mieszka w największych miastach Chin. W ogromnej większości w Pekinie i Szanghaju. Rzeczą naturalną jest, że wybierają dzielnice gdzie mogą żyć jak na zachodzie (moje kilkuletnie obserwacje to potwierdzają). A do wyboru mają sporo. Są dzielnice gdzie po zachodniemu mogą mieszkać studenci. Inne są dla ludzi pracujących w korporacjach ,nauczycieli, przedsiębiorców. Są również takie dalej od centrum przypominające osiedla domków rodzinnych z amerykańskich filmów gdzie mieszkają zamożni ekspaci z rodzinami (to jest to kilka procent o których pisałeś). Są też dzielnice gdzie mieszkają wszystkie z wyżej wymienionych grup. Właśnie sam fakt, że Chiny tak jak kraje zachodnie dają możliwość takich miejsc, gdzie osoba z innego kręgu kulturowego może poczuć się jak u siebie, jest dowodem na to, że ten kraj jest bardziej dla każdego niż Polska. Czy słyszałeś o jakimiś Chinatown w Warszawie,Krakowie lub Gdańsku ?

        Reply
        • 10/09/2015 at 10:17
          Permalink

          Nie mówie o prywatnym kierowcy, a o innych uczestnikach ruchu. Nie da się totalnie odizolować, a że mozna próbować na zachodnim osiedlu jasna sprawa.
          ‚Białe’ osiedle, ‚biała’ szkoła, ‚białe’ sklepy i restauracje- to kasa.
          Oczywiście, że większość mieszka w większych 1/2-ligowych miastach, ale ilu z nich stać na zachodni tryb tak po bandzie?
          Może Ty przbywasz wśród ludzi na kontraktach, gdzie firma zapewnia wszystko, ale student czy nauczyciel, uogólniając, nie zakopie sie podobnie w takim ‚getcie’
          Wspomniałem ‚95%’- ludzi , którzy nie są w stanie się tak odciąć od Chin i Chińczyków w sposób jaki opisujesz. Można redukować kontakt z Chinami/Chińczykami, ale ludzie którzy zejdą do prawie zera to moim zdaniem garstka.
          Student może mieszkać w ‚białasowie’, ale uczelnia to Chiny i Chińczycy, dojazd komunikacja, czy nawet z prywatnym kierowcą, masz innych kierowców na ulicy.
          Albo źle mnie czytasz, albo ja nie potrafię wytłumaczyć różnicy…
          yo!

          PS
          piszesz:
          „Właśnie sam fakt, że Chiny tak jak kraje zachodnie dają możliwość takich miejsc, gdzie osoba z innego kręgu kulturowego może poczuć się jak u siebie, jest dowodem na to, że ten kraj jest bardziej dla każdego niż Polska.”
          Ja to widzę dokładnie odwrotnie. Płacisz sporą kasę(zachodnie mieszkanie/osiedle, szkoły, restauracje i ogólnie ‚lajfstajl’) aby się od Chin odciąć. Jaki to kraj przyjazny skoro potrzebujesz specjalnego osiedla gdzie możesz się poczuć jakbyś był poza Chinami? Moim zdaniem żaden argument, bo mając kasę wszędzie się w taki czy inny sposób zainstalujesz i możesz udawać, że jesteś w ojczyźnie czy dowolnym innym kraju…
          To jest bardzo indywidualna kwestia kto jak odnajduje się na obczyźnie. Emigracjatak samo jak Chiny, nie jest dla każdego…

          Reply
  • 10/09/2015 at 11:11
    Permalink

    Chodziło mi o taksówkarzy.
    Przebywałem z rożnymi grupami obcokrajowców. Nie pisałem o zachodnich osiedlach tylko o dzielnicach w których można prowadzić zachodni tryb życia. Miałem na myśli możliwość odcięcia się od lokalnej kultury , częściowego (mniej kasy) lub głębszego (więcej kasy). Największe Chińskie miasta taką możliwość dają, tak samo jak dają je największe miasta zachodnich krajów Europejskich i Ameryki. A ile jest krajów na świecie które tej możliwości nie dają (włącznie z Polską ) i to często nie zależnie od tego ile masz kasy, pewnie jakieś 90%. I to o tych krajach można pisać że nie są one dla każdego. yo!

    Reply
  • 10/09/2015 at 16:25
    Permalink

    Świetne zdjęcia, chociaż wydają się zupełnie abstrakcyjne i pewnie ktoś zupełnie nie znający tematu pomyślałby że to niemożliwe. W sklepach z żywnością też próbują towarów zanim kupią?

    Reply
    • 11/09/2015 at 06:34
      Permalink

      JA nie widziałem, i nie słyszałe aby był problem z podjadaczami, ale ktoś na profilu FB wspomniał że w jakiejś części Maroka kobiety sobie otwierały i próbowały produktów w supermarkecie;)

      Reply
  • 10/09/2015 at 19:06
    Permalink

    Widać na tych zdjęciach, że oni rzeczywiście czują się jak u siebie w domu. Pościągali buty, chrapią i wylegują się. Miejsc już nie ma. Chyba rzeczywiście w takich okolicznościach przekroczenie tej niewidzialnej linii jest jak najbardziej możliwe. Dobre!
    A ulice znamy, znamy 😉

    Reply
  • 11/09/2015 at 06:20
    Permalink

    Haha niesamowite! Ciekawe co ma zrobić człowiek, który rzeczywiście przyszedł na zakupy. Stanąć w kolejce do wypróbowania sofy? Masakra jakaś 😀

    Reply
  • 11/09/2015 at 08:06
    Permalink

    Testowanie łóżek poprzez spanie w nich? Wow, jestem w szoku! O takim czymś jeszcze nie słyszałam. Gdyby serwowano hot dogi prosto do łożek to zapewne Chińczycy wcale by już z nich nie wychodzili :)

    Reply
  • 15/09/2015 at 11:30
    Permalink

    Ha ha ha, nieźle się uśmiałam, oglądając te zdjęcia.
    U nas takie coś nie do pomyślenia. A tam pełen luz,
    relaks, życie jak w Mad…, a nie – życie jak w Chinach! 😀

    Reply
  • 16/09/2015 at 07:44
    Permalink

    Mi się wydaje, że jak ktoś się nie przestawi „na chiński styl życia” to znienawidzi Chiny i Chińczyków…

    Reply
    • 16/09/2015 at 07:56
      Permalink

      tak jest, i często tak się to kończy.
      niektórzy turyści wracają do domu i jedyne co pamiętają to plucie na ulicach, tłok, hałas i gapiących się na nich Chińczyków. Jest to część krajobrazu, ale trzeba pzyjechać z odpowiednim nastawieniem żeby nie ‚zwiesić’ się na samych negatywach. Znam ludzi, którzy przyjechali na rok i wyjeżdżając mowili że nigdy wiecej. Kwestia indywidualna…
      Ja mam podobnie z Indiami, po pierwszej wizycie mówiłem ze raz wystarczy. Wróciłem tam ponownie, ale chyba dopiero po 2 latach…
      pzdr

      Reply

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Shares